Menu

Uśredniona i minimalna.

Tuż obok, nigdy w centrum.

Szóste.

sanguino

Do wewnątrz płaczę. Ryczę. Beczę. Szlocham. Towarzyszy mi poczucie nicości. Jestem żadna. Ta marchewka i jej uprawa na pewno mi nie wyjdzie. No jakoś tak sobie myślę, że powinna się położyć i umrzeć. Tylko, co to zmieni? Komu na złość zrobię?

Wsparcie. Okazane wirtualnie czy osobiście. To nie to samo co prawdziwa pomoc. Siedzenie w skórze kogoś kim nie jestem sprawia, że dusza jest jak plastelina. Zarzynam po stokroć jedną piosenkę. Czuje się wtedy bezpiecznie, nic mnie nie zaskoczy. Uśmiecham się szeroko, jeszcze bardziej niż kiedykolwiek. Do ludzi się uśmiecha, oni w tej samej sekundzie spuszczają wzrok. Gapią się w ekrany, gapią się w chodnik, gapią się wszędzie, byle tylko nie odwzajemnić mojego uśmiechu. Bo po co? Komu to potrzebne? Za ile to?

Wartość dodana bycia samotną? Podałabym wiele czynników, które są w stanie poprawić humor, nastrój i wprawić w doskonały stan. Nie podam. Wolałam być smutna. Wolałam prać. Wolałam nie wychodzić z mieszkania przez pół roku. Boje się oddychać zbyt głęboko. Przeraża mnie dzwonek rozbrzmiewający gdy kurier z troską wnosi kolejne paczki zrealizowanych zakupów na kredyt. Cała jestem jak osika. Nie chce pamiętać, a grzebie tępym widelcem w ranie otwartej. Czekam na przerwanie tętnicy. Wzruszam się na myśl, że jest ktoś kto właśnie przeżywa narodziny, śmierć, pierwszy pocałunek, zdradę, stratę czy wygraną na loterii. Wzruszam się, że nie potrafię odnaleźć drugiej skarpetki o identycznym kolorze. Wzruszam się bez celu. Wzruszenie towarzyszy mi spoglądając na reklamy pełne radości, świątecznych uniesień i przecen "TYLKO TERAZ KUP, KUP, KUP!".

Za zimno na marchewkę. Za późno na zawrócenie rzeki plastikową słomką nikczemnych czynów. Czekam, aż wróci. Czekam by móc zapaść się jeszcze głębiej, zrozumieć, że jestem nikim. Czekam, aż odbierze przy mnie kolejny telefon by niekrytą troską zapytać ją samopoczucie i udany orgazm wczorajszej nocy. Może ja jestem współczesną Antygoną? Tylko kogo chcę ochronić, pochować i zapamiętać? Może to jest zespół pourazowy, albo załamanie nerwowe? Może powinnam była udać się do psychiatry, psychologa?

Może. Teraz dopije kawę. Teraz wzruszę się ponownie i przeczekam. Zrobi się ciemno, a jutro pojadę za miasto i rzucę się w zaspy śniegu. Odmrożę sobie nerki i skonam. Tylko co z dziećmi, co z psem, kotem? Co z rodziną, przyjaciółkami? Co z tym wszystkim?

Może. Teraz wypiłam kawę. Szykuje się na podbój świata. Najpierw jednak ćwiczenia brzucha, ud, pośladków, mózgu i żołądka. Rzygam po każdym ćwiczeniu. Może to nerwy, może zbyt duży wysiłek? Nie wiem. Wszystko to może.

Zgubiłam się. Czekam na siebie w kolejce po eutanazję. Czy szukam wsparcia, pomocy i zrozumienia? Nie, nie szukam. Jestem dumna, niezależna i bardzo, bardzo zatroskana, że wkrótce mogę przestać istnieć. Dziwnie.

© Uśredniona i minimalna.
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci